Obóz z psiokami Wdzydze Kiszewskie maj 2011r. Tegoroczny majowy obóz zadedykowany był psim sztuczkom. Celem było nauczenie przewodników pracy z psami w łatwy, przyjemny i skuteczny sposób. Myślę, że się udało! Pogoda zapowiadała się wspaniała, było słonecznie i dość ciepło.
Jak tylko wszyscy uczestnicy zakwaterowali się, zrobiliśmy tradycyjnie już, ognisko integracyjne - integracja ludzko-ludzka i psio-psia ;) no i oczywiście psio-ludzka. Grillowane kiełbaski szybko zniknęły, nawet Ci co utrzymywali, że są na diecie, nie oparli się pokusie i swoje skonsumowali – a co tam, dietę zawsze można zacząć w późniejszym terminie ;) Następnego dnia, krótki trening a właściwie sprawdzenie umiejętności przewodników i ich psioków. Potem dalej się socjalizowaliśmy podczas spaceru, który poprowadził Michał. Widać jak poważnie potraktował swoje zadanie (zobaczcie jaka poważna mina).
Późnym popołudniem pierwszy oficjalny trening. Następnego dnia zaczeliśmy od spaceru ale tym razem był on pełen ciężkiej pracy – ćwiczyliśmy chodzenie z psami na luźnej smyczy – daleki to ten spacer nie był :) a czasu zajął nam sporo :) Po spacerze w końcu jakieś konkrety – czyli nauka psich sztuczek. Dzięki zapowiedzi zbliżających się zawodów tańca z psem wszyscy ćwiczyli sumiennie.
Pod koniec dnia zajęcia agility – przygotowanie do zawodów. W poniedziałek po treningu poszliśmy spróbować swoich sił w parku linowym, jak się okazało nie dla wszystkich był to pierwszy raz. Najmłodsze uczestniczki obozu śmigały po parku jak zawodowcy. Psy obserwowały nas z dołu, co poniektóre mocno dopingując. Było wesoło. Niektórzy żegnali się z prowadzącą, chyba nie wierząc, że uda jej się przeżyć bez szwanku. Ale udało się. Czekam na zdjęcia z parku linowego od Kasi ze Szczecina, jak tylko otrzymam to je zaraz tu umieszczę. Na koniec dnia zawody agility. Rywalizacja była ostra! Następnego dnia treningi jak zwykle oraz na zakończenie obozu zawody tańca z psem. Nie spodziewaliśmy się, że będzie tak wesoło. Wszyscy się mocno postarali i każdy występ był prawdziwym show. Dlatego też każdy ze startujących uczestników otrzymał nagrodę.
Podsumowując: wszyscy dobrze się bawili, pogoda dopisała (tylko nocami był bardzo zimno...brrrry) nasze psioki dużo się nauczyły i jak się okazało baarrrdzo zmęczyły. Niektóre i to te najbardziej na codzień biegające, odsypiały obóz aż dwa dni ;)
Fakt, że właśnie zostałam szczęśliwą mamą, natknął mnie do dokonania kolejnego wpsiu na blogu. Myślę, że wiele osób, które spodziewają się narodzin dziecka, zadaje sobie pytanie “Jak zareaguje mój pies? Czy należy go jakoś przygotować na przyjęcie nowego członka rodziny? Czy będzie zazdrosny? Co zrobić aby pies polubił moje dziecko?” I pewnie wiele innych pytań nasuwa się przyszłym rodzicom.
TAK należałoby wcześniej przygotować psa na pojawienie się niemowlęcia.
* Jeśli nie będziemy chcieli aby pies miał wstęp do pokoju niemowlaka, należałoby pokazać psu, że ta strefa, nie jest dla niego dostępna. Warto nauczyć psa komend: na miejsce czy zostań.
* Zapoznaj psa z nowymi sprzętami w domu tj. łóżeczko dziecka, wózek, wanienka, pieluszki itp. Pozwól mu obwąchać przedmioty. Pies nie może się ich bać oraz musi wiedzieć, że nie służą one do zabawy. Mamy go tylko z nimi zapoznać.
* Warto jest nagrać płacz dziecka i nagradzać go w momencie puszczania nagrania. Chodzi o wyrobienie pozytywnego skojarzenia: tylko w obecności dziecka, ktoś poświęca mi uwagę i zostaję nagradzany – a zatem obecność dziecka jest zapowiedzią fajnych rzeczy/zdarzeń. Jak już dzidzia będzie wśród was, jeden z rodziców zajmuje się dzieckiem (np. płaczącym) a drugi w tym czasie pracuje z psem. Oczywiście do momentu, aż pies będzie dobrze kojarzył dziecko, potem od czasu do czasu warto byłoby powtarzać ćwiczenie.
* Jak już mamy raczkujące dziecko, pamiętajmy aby nigdy nie zostawiać ich samych. I nie chodzi tu o to, że pies może zrobić dziecku krzywdę, raczej odwrotnie. Dziecko może upaść na psa, pociągnąć boleśnie za ogon czy ucho. O tym fakcie możemy się nie dowiedzieć a pozytywne relacje dziecko-pies mogą zostać zmienione. Do 12 roku życia dziecka nie powinniśmy go zostawiać z psem bez opieki osoby dorosłej. Powodzenia!
W dniach 20-21 listopada miałam przyjemność podzielić się swoją wiedzą z uczestnikami kursu kwalifikacyjnego w Regionalnym Centrum Edukacji. Niepubliczne Studium Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy od 2004r. prowadzi kursy w zakresie kynoterapii, które dają uczestnikowi wszechstronną wiedzę i umiejętności praktyczne do prowadzenia zajęć z dziećmi i dorosłymi m.in. w placówkach oświatowych. Kurs kynoterapii (dogoterapii) jest 280 godzinnym kursem, przygotowującym merytorycznie do pracy, jako kynoterapeuta. Osoby nie posiadające wykształcenia pedagogicznego, oprócz kursu w zakresie kynoterapii, w trakcie tych samych zjazdów uczestniczą dodatkowo w pedagogicznym kursie dla instruktorów zawodu zatwierdzanym przez Kuratorium Oświaty. Kurs obejmuje między innymi zagadnienia: behawior psa, weterynaria, program przygotowania psa terapeutycznego oraz wiele innych. Nie będę się rozwodzić na temat samego kursu, gdyż o tym możecie poczytać na stronach rce ale chciałam się podzielić moimi spostrzeżeniami. Tematyka moich wykładów była dość trudna: mowa ciała psów, rozpoznanie stresu u psów oraz redukcja stresu. Trudna dla ludzi, ponieważ nie zauważamy sygnałów (komunikacji niewerbalnej) za pomocą których nasi przyjaciele próbują nam coś przekazać. Ciągle w komunikacji z psami posługujemy się naszym językiem (komunikacją werbalną)– mową, podnosząc głos czy krzycząc. A przecież nasz przyjaciel nie rozumie takiego języka. Jedyne co jest w stanie z tego krzyku wywnioskować to, fakt, że jesteśmy zdenerwowani – tylko tyle. Ale o tym większość z nas zapomina bądź nie jest w ogóle tego świadoma. Porozumiewanie się psów poprzez tzw.body language jest dość obszernym tematem, gdyż większość sygnałów należy interpretować poprzez obserwację całej gamy pojedyńczych sygnałów. Nie koniecznie, merdający ogonem pies, oznacza radosnego psa. Liczy się kąt ułożenia ogona, pozycja w jakiej znajdują się uszy itd. Owszem można czytać z pojedyńczych sygnałów np. oblizywanie nosa, które może być objawem stresu ale też nie koniecznie. Dla psa pracującego na śladzie, oblizanie nosa będzie służyło zwilżeniu go, aby lepiej wyłapywać cząsteczki zapachowe. Nie chcę się tu rozpisywać nad sygnałami ale chciałam podkreślić, że świadomość ludzi na ten temat jest coraz większa. Słuchacze tego kursu, potrafili prawie bezbłędnie zinterpretować podstawowe pojedyńcze sygnały (odwracanie głowy, ciała, obchodzenie po łuku itp.). Nie wszyscy mieli pod swoją opieką psioki a mimo to doskonale potrafili interpretować owe sygnały. Cieszy fakt, że świadomość ludzi na temat komunikacji z psami jest coraz większa. Drugiego dnia wykładów opowiedziałam o psich zmysłach, koncentrując się na węchu. I tu ponownie spore zaskoczenie. Ci ludzie naprawdę wiedzieli o czym mówiłam. Z przyjemnością przeszłam do części praktycznej pokazując jak miło, tudzież bez większego wysiłku można zorganizować psu czas. Pod koniec dnia skoncentrowałam się na ćwiczeniach relaksacyjnych i odstresowaniu psa. Słuchacze zadawali bardzo konkretne pytania. Cieszę się, że tacy właśnie ludzie będą pracować z psami i mam nadzieję, że dalej będą pogłębiać swoją wiedzę oraz dzielić się nią z innymi.
Warsztaty Wągrowiec – Grupa Wsparcia – Pies (8.08.2010) Nie mieliśmy zbyt wiele czasu na przygotowanie się do tych warsztatów. Piszę “My”, ponieważ Lebron też miał w nich uczestniczyć. Ja przygotowałam prezentację a Lebron w ekspresowym tempie nauczył się dwóch nowych sztuczek. Jego dotychczasowe sztuczki ukierunkowane były na dzieci a tu warsztaty z kobietami powyżej 45 roku życia. Ja przygotowałam prezentację i materiały dla Pań a Lebron w ciągu 2 dni nauczył się pozbierać zabawki do pudła i śmieci do śmietnika, no i dla śmiechu opanował sztuczkę - poproś. Nie ukrywam, że pojechaliśmy trochę stremowani. Dla dzieci łatwiej jest przygotować zajęcia. Dorośli mają zupełnie inne wymagania, większe, baczniej cię słuchają i wyłapują każde potknięcie. Warsztaty trwały tylko 5 godzin a temat bardzo obszerny. Co tu przekazać w ciągu tych kilku godzin? Zaczęliśmy od bezpiecznego kontaktu z psem, jak zachować się podczas ataku psa, co zrobić jak ugryzie nas pies. Do tego omówiłam psie zmysły, co bardzo się Panią spodobało i były bardzo zaskoczone, co może psi nos i zdziwione, że psioki widzą kolory (teraz już wiedzą jak dobierać kolorowe zabawki do podłoża na jakim bawią się z psem). Lebron mi dzielnie pomagał, służył za “modela”. Na koniec opowiedziałam o tym jak szkolić psa, na co zwrócić uwagę i jak radzić sobie z problemami. Uwierzycie, że udało mi się to przekazać w ciągu niecałych pięciu godzin? Miałam dobrych słuchaczy. Już na sam koniec to właśnie Lebron wkroczył do akcji. Panie wyciągnęły aparaty i kamery (mnie nie fotografowały, ale już się z tym pogodziłam, że to Lebron jest gwiazdą). No i zaczął się popisywać. Sztuczki (turlanie, zdychanie ;), czołganie i inne), przynoszenie kapci, podawanie upuszczonych przedmiotów na ziemię, zbieranie śmieci i zabawek, szukanie przedmiotów (o obcym zapachu). Przyszli też inni widzowie, dzieci z rodzicami. Było bardzo wesoło! Najważniejsze dla mnie to, to że pokrzywdzone przez los Panie, zdobyły nowe doświadczenie i zrelaksowały się na warsztatach. Te które mają swoje psioki, jak same przyznały, zostały zmobilizowane przeze mnie do pracy ze swoimi psami i zobaczyły, że pies może być prawdziwym i pomocnym kompanem. Wkrótce krótki filmik z warsztatów.
Wyspa Wielka Żuława koło Iławy jest największą wyspą śródlądową w Europie o pow. 82,4h. Przepiękne miejsce w sam raz na warsztaty kynoterapeutyczne. Po raz kolejny Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne zorganizowało warsztaty, w tym roku pod tytułem “Kynoterapia i MPD, które odbyły się w dniach 3-9 lipca. Warsztaty miały bardzo napięty plan dnia. Rano trening obu psich grup, potem wykłady o MPD, konsultacje z trenerami dotyczące problemów z podopiecznymi, indywidualna praca przewodników z psami, ponownie wykłady i dopiero o 19:00 czas wolny. Zarówno psy jak i ich przewodnicy pracowali bardzo ciężko. Ale wszyscy spragnieni byli wiedzy i dodatkowo zrobiłam zajęcia z tropienia, nie żebym ich męczyła....naprawdę chcieli :)
Większość obozowych psów to golden retrievery i labrador retriever, był też berneńczyk, pudel, owczarek niemiecki i nowofunland (te 3 ostatnie to psioki z Łotwy). Ciężko było, nam trenerom ułożyć plan treningów (rodzaj i trudność ćwiczeń) gdyż psioki były na różnym poziomie wyszkolenia. Nie był to zwykły trening posłuszeństwa. Ćwiczenia były ukierunkowane na socjalizację i pracę w grupie. Pies terapuetyczny to pies charakteryzujący się między innymi rozumnym posłuszeństwem. Cóż to oznacza... np. pies terapeuta pozostawiony w sali z dziećmi (pacjentami), przywołany przez przewodnika, przybiegnie do niego nie tratując przy tym dzieci ;) Czyli wybierze takie rozwiązanie, które zadba o dobro dziecka. Wymyśliliśmy takie ćwiczenia, które miały za zadanie sprawdzić i nauczyć psy myśleć!
Dodatkowo było bardzo dużo ćwiczeń odczulających na hałas, niespodziewane zdarzenia, na dotyk. Podczas pracy psiego terapeuty wiele się dzieje i nic nie może naszego psioka zaskoczyć czy wystraszyć. Musimy też jako przewodnik wiedzieć jak nasz pies zachowuje się w najróżniejszych sytuacjach tak aby mieć nad nim pełną kontrolę i aby nasz psiok był przewidywalny w swoich zachowaniach.
No i przyjemniejsze ćwiczenia nauka sztuczek, które są bardzo pomocne podczas pracy z chorymi dziećmi. Sztuczki te mobilizują dzieci do pracy. Np. liczenie przez pieska ile to jest 2+2 i piesek szczekaniem informuje nas, jaki powinien być wynik dodawania. W gupie pierwszej mieliśmy słodkie psie maluchy (goldenka i labkę) maluchy nie miały jeszcze 6 miesięcy a dzielnie uczestniczyły w zajęciach jako przyszli psi terapeuci.
Podsumowując; nikt z uczestników nie spodziewał się, że psy zrobią tak ogromne postępy i że tak szybko będzie widać wyniki ciężkiej pracy. Jako trener miałam ogromną satysfakcję widząc poprawę w pracy przewodników, bo w psy nie wątpiłam ;) Ps. to był pracowity ale bardzo przyjemny dla mnie tydzień, zwłaszcza, że wszystkie osoby (przewodnicy) byli bardzo, bardzo sympatyczni, będzie mi ich brakować.... W sobotę odbyły się egzaminy na psa terapeutę. Do egzaminu w klasie Adept (K-A) przystąpiło 8 psów i zdało 7. W klasie Pierwszej (K-I) przystąpiły 2 psy i oba zdały.
Jeśli chcesz poczytać więcej wejdź na: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/trwaja_warsztaty_kynoterapeutyczne_kynoterapia_i_mpd_147870.html
*MPD – Mózgowe Porażenie Dziecięce, choroba, która powoduje zaburzenia ruchu i postawy, wynikające z trwałego, niepostępującego uszkodzenia mózgu we wczesnym stadium rozwoju.
Obóz z psiokami czerwiec 2010 Mikorowo Tego nikt się nie spodziewał.......po tylu dniach intensywnych opadów, nagle jak na zamówienie, zrobiło się prawdziwe lato! Miejscowość urokliwa i pełnia lata, tego nam było trzeba.
Pierwszy dzień okazał się prawdziwym wyzwaniem, gdyż zgubiliśmy się na spacerze dogtrekkingowym i nasza zaprawa trwała 5 godzin. Nikt jednak nie narzekał, gdyż okolica była przepiękna a psy ciągle brodziły w mijanych jeziorach.
Chwila odpoczynku, która dla większości była drzemką i pierwszy trening posłuszeństwa. Po trenignu dla chętnych spacer (który trwał już tylko godzinkę) i harce w wodzie. Wieczorem kliker games, które zrelaksowało całe towarzystwo, było dużo śmiechu. Gril i relaksujące trunki integrowały całe towarzystwo mniej więcej do 24.00.
W nocy wszyscy mocno chrapali (psy i ludzie), aż niosło się po jeziorze, na szczęście nie było skarg od gospodarzy. W piątek z rana ruszyliśmy bez psów, na polanę przygotowywać im teren do tropienia. Nie było łatwo, gdyż to ciężka praca a słoneczko mocno grzało. Psy pracowały bardzo ładnie. Potem na treningu z kształtowania szło im troszkę gorzej ale było naprawdę gorąco i nawet cień nie przynosił wytchnienia. Na szczęście w regeneracji pomagały kąpiele w jeziorze. Taniec z psem wzbudził wiele emocji a dla najlepszych były dyplomy i nagrody.
Pomimo zmęczenia zapału starczyło i na wieczorne agility, chociaż bardziej zaangażowani byli przewodnicy niż psy ;) Wieczorem gril i quiz wiedzy o psie, rywalizacja była zacięta. Tak się udzieliła atmosfera rywalizacji, że nie poprzestaliśmy na quizie wiedzy o psie. Małgosia przygotowała zestaw pytań z zakresu wiedzy informatycznej (komputery, programy itp.), a potem były kalambury. Sobotę zaczęliśmy od spaceru z psami ale tym razem, już się nie zgubiliśmy (ku rozczarowaniu psów, bo spacer był dość krótki). Popołudniowy trening odbył się bez emocji ale to chyba ze zmęczenia. Zajęcia z luźnej smyczy, też bez wysiłku, bo żaden pies nie miał siły ciągnąć i wszystkie jak w zegareczku chodziły na luźnych smyczach. Więc więcej czasu poświęciliśmy na wykład niż na ćwiczenia. Kalambury tak się spodobały, że zdominowały sobotni wieczór. W niedzielę wszyscy byli już bardzo zmęczeni. Na szczęście był to, bardziej luźny dzień. Rano tropienie, potem 1,5 godzinny wykład na temat komunikacji psów. Odpoczynek i mały dreszczyk emocji związany z zawodami obedience i agility. Psy na zawodach spisały się bardzo dobrze. Największe zaskoczenie sprawiły wszystkie psioki podczas drugiej konkurencji, zostań 1min. Tylko 2 psom nie udało się wytrwać w komendzie pełnej minuty, pozostałe zaliczyły zadanie na 100%. Były dyplomy i nagrody. Wszyscy uczestnicy zmęczeni, acz zadowoleni udali się do domów. Ps. wszystkie psy ku uciesze właścicieli “nauczyły” się pływać, tylko jeden najmniejszy jeszcze się nie odważył ale będziemy z nią pracować :)
No i stało się...wzieliśmy udział w zawodach obedience klasa 0. 29 maja (sobota) tuż po treningu na wodzie wyjechaliśmy do Ryczywołu (koło Poznania) aby wziąć udział w Pucharowych zawodach obedience. Niedziela 9:00 rano oddaliśmy książeczki startowe i czekamy na losowanie numerów startowych. Lebron zapisany był jako 10 psiok i wylosował 10 numer startowy :) Trochę się zmartwiłam, że będziemy na końcu (zgłoszonych było 13 psów). W stawce były owczarki niemieckie, 2 hovawarty, wilczaki i jeden labrador - Lebron. Panowała bardzo miła atmosfera. Nerwy mnie zjadały, nie spodziewałam się, że aż tak. Pierwszy na starcie stanął wilczak, trzeci psiok został zdyskwalifikowany za znaczenie terenu moczem podczas egzaminu. I tu zaczęły się schody. Każdy kolejny psiok musiał obwąchać to miejsce - a tu akurat była komenda siad/waruj zostań 1 min. Wiele psów nie wytrzymywało i zmieniało pozycję byle dostać się do tegoż miejsca. W końcu przyszła kolej na nas. Pierwsze ćwiczenie Socjalizacja. Należało się przedstawić sędziemu i zgłosić swoją gotowość. Pies musiał siedzieć przy lewej nodze przewodnika. Sędzia witał się z przewodnikiem i z psem. Z pozoru łatwe ćwiczenie ale nie koniecznie dla przyjaźnie nastawionego labka, który przecież musi pokazać jak potrafi się entuzjastycznie witać. Lebron tylko mocno zamerdał ogonem. Ćwiczenie zaliczone 10pkt. Drugie ćwiczenie to siad bądź waruj i zostań 1 min.Ćwiczenie zaliczone na 9,5pkt. 0,5 pkt. odjęte ponieważ pies wąchał trawkę a powinien być cały czas wpatrzony w przewodnika. Dobrze, że tylko wąchał a nie złamał komendy, żeby zapoznać się z siuśkami tego psioka, co nam wszystkim zrobił taki maly kłopot ;) Kolejne ćwiczenie to chodzenie na smyczy z komendą równaj (po zetce), tu dostaliśmy 9 pkt, ponieważ Lebron "załączył się" z idealnym wykonaniem równaj, dopiero w drodze powrotnej. Czyli pół zetki szedł ale nie patrzył mi się w oczy :) 4 ćwiczenie to przywołanie, dostaliśmy 10pkt 5 ćwiczenie to skok przez przeszkodę, dostaliśmy 10pkt 6 ostatnie ćwiczenie to zmiana pozycji (siad, waruj), dostaliśmy 10pkt. W ćwiczeniach2,3,4 i 5 współczynnik trudności wynosił 2 (czyli ilość zdobytych punktów mnoży się przez dwa) Ogółem dostaliśmy 97pkt na 100 możliwych, ocenę ogólną doskonałą i srebrny medal :) W sumie wystartowało 11 psów. Cieszymy się z sukcesu i chwalimy sobie dobrą organizację zawodów oraz wartą podkreślenia miłą atmosferę.
"Pierwsze koty za płoty" - no, może nie jest to najlepsze określenie w gronie psiarzy ale.... Pierwszy trening naszych retrieverów na wodzie mamy za sobą. Pogoda nam nie bardzo sprzyjała ale było wesoło i mokro. Trening zdominowały labradory (Piko, Corso, Lebron). Przyjechał jeden golden - Shaggy i koleżanka goldenka Minga, która niestety była kontuzjowana i bidulka z zazdrością obserwowała nasze wyczyny z samochodu. Piko i Lebron nie pierwszy raz obcowali z głęboką wodą. Natomiast Shaggy, jak do tej pory, nieśmiało decydował się tylko na zamoczenie łapek. Ku zaskoczeniu swojej Pańci, nie wiele oglądając się za siebie, popłynął za ulubioną piłeczką rywalizując o nią z labkami. Pańcia była w szoku - musieliśmy ją uszczypnąć, żeby uwierzyła ;) Corso najmłodszy ze stawki, śmiało wchodził ale tylko jak czuł grunt pod łapkami. Raz się zapomniał i troszkę zanurkował, więc pierwsze koty za płoty ;) Wszystkim się podobało i obiecali solidne ćwiczyć. Mamy czas do września aby przygotować nasze psioki do zawodów. Trochę mało czasu ale damy radę...
Majówka z PSIOKIEM 2010r. Pogoda nam dopisała, piątkowy wieczór był bardzo ciepły, w sam raz na rozpoczęcie majówki przy grilu i zapoznanie się uczestników.
Sobotni poranek rozpoczęliśmy dogtrekkingowo – spacer z psami po przepięknej okolicy. Po takim dotlenieniu nie było osoby, która nie miałaby ochoty na obiad.
Psom nadal było mało, więc po obiedzie poszliśmy nad jezioro, na psie harce. Labradory przodowały ale i Kora (miks owczarka) skusiła się na kąpiel. Mojra (malamut) śmiesznie przebierała łapkami w wodzie. Tabun (gończy polski) miał ochotę wciągnąć Pana do wody. Ida (Jack Russell Terrier) wybierała sobie zabawki, które będzie aportować a których nie, więc labradory miały pełne łapki roboty aby wyławiać zabawki porzucone daleko od brzegu przez Idę.
Po zabawie na wodzie nadszedł czas na naukę. Na ośrodku, przy stoliczku omówiliśmy sobie przepisy Obedience 0, PT i PTT. Od teorii przeszliśmy do praktyki. Psioki były super ale przewodnicy nie dawali już rady. Na następnym obozie trzeba będzie popracować nad ich kondycją! :)
Wieczorem przy grilu nadszedł czas na quiz wiedzy o psie. Żeby nie było stresu, utworzyliśmy 4 drużyny (podział według domków). Pytania były różne, łatwiejsze i trudniejsze. Kategorie: zdrowie, mowa ciała psów, słynne psy, psie sporty i ogólne. Było dużo śmiechu. Po 56 pytaniach był remis, aż trzech domków. Potrzebna była dogrywka. Pytanie na dogrywkę; “Jak to rasa”. Drużyna na podstawie zdjęcia miała odgadnąć jakiej rasy pies widnieje na zdjęciu. Wygrał domek nr.2. GRATULACJE! To był długi ale bardzo udany dzień. Na prośbę zmęczonych uczestników, pobudka była o godzinkę później i o 9:00 wyruszyliśmy na tropienie. Psy ciągle pełne energii pięknie pracowały, wszystkie były bardzo dobrze skupione na pracy, co dobrze rokuje na przyszłość.
Po obiedzie zajęcia agility. Niektóre psioki były już bardzo zmęczone, więc postanowiłam im odpuścić a pomęczyć trochę przewodników. Psy spały w domkach a my poszliśmy grać w koszykówkę i tenisa. Było wesoło!
Wieczorem zawody obedience 0 i agility. Zawody obedience 0 wygrała Kora (mix owczarka), nie będę ukrywać, że bardzo mnie zaskoczyła. I tu słowa uznania dla Kasi i Jarka, za ciężką pracę z psem. Drugie miejsce zajął Tabun (gończy polski) a trzecie Odi (labrador), ku uciesze Rafała (może w końcu doceni jakiego ma mądrego psa;) W agility pierwsze miejsce zajął Odi (Patrycja bardzo się starała), drugie Ida (Jack Russell Terrier), trzecie Piko. GRATULACJE!
Poniedziałek przywitał nas deszczowo ale nie zrażeni wyruszyliśmy w teren na tropienie. W strugach deszczu pracowaliśmy z psami, im to zresztą wcale nie przeszkadzało. Ponieważ deszcz nie chciał nam odpuścić, po obiedzie zmęczeni ale zadowoleni wracaliśmy do domu.
Ps. ponoć wszystkie psy cały wtorek jeszcze odsypiały :)